Do miejscowości o wdzięcznej nazwie st. Julian’s leciałem bez wielce sprecyzowanych oczekiwań. Może w projekcie na tak szeroką skalę trochę bałem się nudy, rutyny i uśrednienia, których – jako osoba przekonana o tym, że największym grzechem nauczyciela czegokolwiek jest nie zainspirować słuchacza – sam unikam jak ognia. Niepotrzebnie się martwiłem. Okazało się, że równie dobrz...
Zobacz więcej