
Wybierając się na Korfu, byłem nieco rozpieszczony poprzednim szkoleniem we Włoszech, które na wielu poziomach przekroczyło moje najśmielsze oczekiwania. Wydawało mi się – zwłaszcza w kontekście ciągle groźnej pandemii i coraz większych napięć międzyludzkich, które wyostrzają się właściwie wszędzie – że szkolenie w Agios Gordios będzie zapewne cenne, ale też bardzo trudne i w jakimś sensie niewesołe.
Tak się na szczęście nie stało, a o wszystkim zadecydował – jak zawsze – czynnik ludzki. Przez długie miesiące samotnych zmagań przy zajęciach online i pustawym pokoju nauczycielskim można było zapomnieć o starym piłkarskim porzekadle, że „co dwie głowy to nie jedna” i o tym jak wielką wartość może mieć „team spirit”. Okazało się jednak, że – jak napisała w bardzo udanym posterze reklamującym… Nauczanie jedna z Koleżanek (to było jedno z naszych „zadań domowych”) – „możemy mieć inne spojrzenia na edukację, ale w tej różnorodności jest nasza siła i jedność”. To było bardzo potrzebne i umacniające doświadczenie podpatrzeć jak inni Uczestnicy szkolenia – i ci starsi, i ci młodsi – używają swoich „metodycznych tricków” żeby przekazać wiedzę a przy okazji podzielić się swoją charyzmą. Podkreślić tu należy rolę naszej trenerki Gabrielle, która dyskretnie podsyłała nam coraz to nowe inspiracje, by nasze jednostkowe doświadczenia mogły wypłynąć na wierzch. A przy tym okazało się, że język kreatywności jest uniwersalny i działa nawet jeśli ktoś nie zna filmu „Love Actually”.
Miejsce w którym przebywaliśmy też było na swój sposób „dyskretne” – Korfu jest bardziej „śródziemnomorskie” niż „greckie” – i sprzyjało nie tylko ładowaniu twórczych baterii, ale też skupieniu się na omawianych sprawach. Dlatego jestem przekonany, że z tej eskapady wyniosę nie tylko utopijne wspomnienia o cyprysach, oliwkach i ośmiorniczkach, ale praktyczne drogowskazy na dalsze lata nauczania.
