Monika Ch. w Valladolid

O dobrej współpracy słów kilka.


Przygotowanie 


Moja znajomość z CJO zaczęła się od projektu edukacyjnego dla seniorów, który dotyczył przeciwdziałaniu wykluczeniu z cyfryzacji. Uczyliśmy się korzystania z komputerów z wykorzystaniem ZOOMa.  Był wtedy rok 2019.  Odbyło się kilka konsultacji

indywidualnych dotyczących posiadanego sprzętu i kilka sesji online sprawdzających nasze umiejętności w praktyce. Lektorzy różnych języków prezentowali seniorom Włochy, Hiszpanię oraz Irlandię/Szkocję.  Podczas zajęć obecnych było wielu uczestników i nie brakowało też pochwał.  Było to dla mnie ważne, bo nauczyłam się samodzielności  Przed monitorem podczas spotkań online. O projekcie nauki języka  podczas wyjazdu dowiedziałam się wiosną 2022 i, mając dobre doświadczenie z poprzednich kontaktów, szybko zapisałam się na wakacyjny kurs języka hiszpańskiego,  Aby spełnić liczne kryteria kwalifikacyjne i móc skorzystać z oferty Erasmusa dla seniorów.


Realizacja


Wszystkie procedury organizacyjne przeszły bezproblemowo,  Niektóre udało się zrealizować online, inne  Podczas osobistych spotkań z panią Olą Pacyńską – Dukat. Nawet moja specyficzna sytuacja zdrowotna (jestem osobą niepełnosprawną) była troskliwie uwzględnienia, aby nie pominąć żadnych ważnych okoliczności np.  konieczności poszerzenia ubezpieczenia zdrowotnego. Wszystko odbyło się w atmosferze współpracy i bardzo dużego wzajemnego zrozumienia. Byłam autentyczną beneficjentką. Choć nie znałam szczegółów organizacyjnych w trakcie ich pojawiania się, miałam ciekawą perspektywę wyjazdu. Trochę nowa sytuacja dla mnie, ale wpisana we współdziałanie. Wszystkie osoby z CJO z panią Olą na czele z siłą spokoju, kulturą osobistą i cierpliwością pracowały na sukces.

Przed wyjazdem otrzymałam plan podróży – pakiecik dokumentów, informacji i instrukcję. Ustaliliśmy sposoby komunikowania się oraz dokumentowania zdarzeń. Program był ambitny, więc miałam kilka dni na oswojenie się z lękiem, czy sobie poradzę i z tykającym zegarem zbliżającej się podróży w nieznane.

Przygotowania były na tyle precyzyjne, że po drodze nie było żadnych niespodzianek. Cały pobyt odbył się zgodnie z planem. W hiszpańskiej klasie spotkałam sympatycznych ludzi, którzy tolerowali moje dobre chęci poznania języka hiszpańskiego. Uśmiechaliśmy się wzajemnie dodając sobie motywacji na jeszcze jedną lekcję. Spotkani w szkole młodzi ludzie z Baltimor w Ameryce, którzy uczyli się w sąsiedniej klasie udzielali nam wywiadów, po hiszpańsku rzecz jasna. Poczułam się, jak Krzysztof Kolumb. Odkrywałam  nowe możliwości jak nowe lądy.

Mieszkałam w sporej odległości od szkoły i to też pomogło mi potrenować  Swoją orientację w terenie i kondycję fizyczną seniorki. W Valladolid  podziwiałam towarzyskość tubylców, ładnie ubranych i uczesanych ludzi. Piękne nowoczesne autobusy i eleganckie sklepy i oczywiście muzea,  kościoły. Wszystkie wrażenia opowiadałam mojej sympatycznej gospodyni, która wieczorami równie pilnie uczyła się… j.angielskiego i dlatego  rozmawiałyśmy często, komunikując się dziwnym splotem hiszpańskiego z angielskim. Prowadziłam dziennik podróży, wysyłałam dokumentację z pobytu do Pani Oli. Tydzień z Erasmusem trwał krótko i pełna dobrych wrażeń wróciłam na ojczyzny łono.


Efekty


Samodzielna podróż w nieznane pomogła mi sprawdzić, czy moje wyobrażenia o sobie są zgodne z aktualną kondycją sprawdzoną na trasie.

Poznałam nowe środowiska i sposoby pracy, zarówno w Poznaniu w CJO jak i w Valladolid. Zobaczyłam również rzeczywistą współpracę konkretnych ludzi i to mnie napawa nadzieją.

Nadal podoba mi się język hiszpański i będę się go uczyć.

Miguel Cervantes, mieszkaniec Valladolid, którego znałam z obrazu w naszym poznańskim mieszkaniu oraz jego bohater Don Kichot, pomógł mi ponownie odzyskać wiarę, że trzeba walczyć z wiatrakami, żeby wykorzystać nowe możliwości.