Na irlandzki kurs metodyczny pojechałam niejako z przypadku – akurat zwolniło się miejsce, więc pomyślałam: „czemu nie?”. Nigdy nie byłam w Irlandii. Mało tego – nigdy też nie miałam okazji dowiedzieć się o tym kraju czegoś więcej. Trójlistna koniczyna i święty Patryk były tylko skojarzeniami pozbawionymi kontekstu. Aż w końcu udało się – pojechałam, przeżyłam i wróciłam (baaaaaardzo niechętnie). To był jeden z najlepszych wyjazdów zagranicznych w moim życiu, choć było ich zaledwie pięć. Doborowe towarzystwo, niesamowita przygoda związana z pierwszym lotem, strach przemieszany z fascynacją…

To wszystko sprawiło, że do pobytu w Kanturk podeszłam bardzo optymistycznie i ani razu nie pomyślałam, że nie chcę tam być. Każdy dzień wypełniony nowymi wrażeniami (zarówno dydaktycznymi, jak i rekreacyjnymi) utwierdzał mnie w przekonaniu, że dobrze zrobiłam, spakowawszy walizki i udawszy się w tę podróż. Widoki? Bajeczne. Atmosfera? Cudowna. Czy polecam? Co do tego przekonywać chyba nikogo nie trzeba!
