Marek Ż. w Irlandii

Wyjazd do Irlandii uważam za bardzo udany. Pierwsza wizyta w tym kraju uświadomiła mnie, że chciałbym tam wracać. Dublin to przepiękne miasto, mogę tak stwierdzić pomimo faktu, że spędziliśmy tam w zasadzie tylko jeden dzień. Mimo to, zwiedziliśmy wiele ciekawych miejsc, a najbardziej interesującym z nich był Trinity College, gdzie zwiedziliśmy wystaw ê El Libro de Kells. Galway natomiast oczarowało mnie. Cudowna architektura, widoki oraz pyszne jedzenie sprawiły, że będę to miejsce wspominać z uśmiechem na twarzy. Każda dodatkowa atrakcja poza kursem językowym była czymś wyjątkowym. Cudowne klify Moher, na których musieliśmy uzbroić się w cierpliwość z powodu mgły, wycieczka z oprowadzaniem po mieście z fantastycznym przewodnikiem, spacer promenadą do Salt Hill z majestatycznym widokiem na ocean oraz mrożącym krew w widokiem kąpiących się w nim ludzi.
Kurs językowy trwał tylko parę dni, ale na pewno dał mi dużo doświadczenia w posługiwaniu się językiem angielskim. Zajęcia były prowadzone w ciekawy sposób, mieliśmy dużo gier językowych, a nasz nauczyciel był bardzo sympatyczny. Podczas zajęć miałem przyjemność poznać kolegów i koleżanki z Francji, Niemiec, Brazylii oraz Arabii Saudyjskiej. Było to bardzo ciekawe doświadczenie i mam nadzieje, że nie był to mój ostatni raz na takim kursie.
Najważniejszym dla mnie punktem całej wycieczki jest przede wszystkim folklor. Codzienne wypady do wypełnionych ludźmi pubów, gdzie przygrywała nam muzyka lokalnych zespołów lub artystów solowych. Wspaniałe jedzenie, moja dieta w Galway składała się głównie z owoców morza w różnej postaci od surowych przepysznych ostryg, wspaniale przyrządzonych małży, kończąc na panierowanych rybach, które swoją jako ścią przebijają nasze polskie smażalnie przynajmniej o galaktykę. Sama przyroda która mnie tam otaczała. Widok pasących się na polach krów, owiec czy koni zawsze powodował uśmiech, a tamtejszy odcień zieleni po dzień dzisiejszy jest dla mnie czymś unikatowym.