Gerard w Soverato

SOVERATO – WIĘCEJ NIŻ SZKOLENIE

Moi znajomi pukali się w głowę, gdy z rezerwą podchodziłem do zbliżającego się wyjazdu do Kalabrii. Na moją nieufność złożyło się parę przyczyn osobistych, ale też niewiara w magiczną moc szkoleń. Absolutnie nie chodziło o postawę w rodzaju „pojadłem wszelkie rozumy i nic mnie już nie poruszy”, wątpiłem po prostu w adekwatność jakichkolwiek materiałów szkoleniowych i teoretycznych sytuacji w kontekście naszej szkoły.

Moje wątpliwości rozwiały się już w drodze z lotniska do naszej bazy, kiedy siedziałem obok Pietra Curatoli, jednego z Dyrektorów podejmującej nas placówki Associazione Jump i nasza rozmowa zupełnie nie przypominała jałowego grzecznościowego ping-ponga, były w niej za to ziarna prawdziwej serdeczności, które zapowiadały niekłamaną zażyłość, która miała się zrodzić między Gospodarzami i Gośćmi. To właśnie ten czynnik ludzki miał ożywić i teoretyczne, i praktyczne aspekty naszego szkolenia i muszę powiedzieć, że z czymś takim jeszcze się nie spotkałem, choć oczywiście nie znaczy to, że wcześniejsze przedsięwzięcia tego rodzaju były bezwartościowe. Nic podobnego, chcę tylko powiedzieć, że w żadnym innym miejscu nie miałem wrażenia tak inspirującego przenikania się aspektów merytorycznych, kulturowych i krajobrazowych w naszym szkoleniu.

To zachwycające miejsce i zachwycający ludzie sprawili pośrednio, że pogłębiły się wewnętrzne więzi w naszym Kontaktowym teamie. Sara, nasz wewnętrzny przewodnik po Italii, wyraziła to najlepiej w trakcie sesji podsumowującej wyjazd: przyjechaliśmy tu jako koledzy, wracamy jako przyjaciele. Znowu kłania się dowartościowanie „czynnika ludzkiego”… To samo wrażenie wyniosłem z bardzo inspirującego spotkania na trawniku w Soverato z trenerką Yavette Shupe – na kilku przykładach ze szkoły miejscowej i ze szkoły naszej okazało się nagle, że jako lektorzy jesteśmy przygotowani do poradzenia sobie ze wszystkimi stresującymi sytuacjami na zajęciach – pod warunkiem, że nie zaniedbamy spraw „pozaklasowych”… To było zdecydowanie największe odkrycie tego wyjazdu: nasza własna „Kalabria” jest na wyciągnięcie ręki, a „rozwój zawodowy” oznacza nie tylko „rozwój metodyczny”.